Wbiłeś między żebra sztylet
i obracasz go swoim milczeniem.
Nie pamiętasz, że było chwil tyle,
chwil, które teraz są sennym marzeniem.
Zaufać to dać do ręki broń
wymierzoną w nagą skroń.
Czekając na bezlitosny strzał,
ze strachem patrzeć w przyszłość, w dal.
I paść od kuli, z uśmiechem na ustach,
kochając rękę zabójcy.
Oglądając swe odbicie w jego oczu lustrach,
ujrzeć żar serca w konwulsjach ginący.
A to mój ulubieniec <3 Jak go tylko przeczytałam to od razu dopadła mnie wena twórcza i całą noc miałam z grzywki. Dziesiątki razy już go czytałam i za każdym mnie równie mocno urzeka. Niesamowity :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam się szczerze, że napisałam go w 20 minut, o 2 w nocy. Wena nie pyta która godzina :D
Usuń