Płynne złoto zalało ziemię,
soczysta zieleń cieszy oczy.
Pod niebo wznoszą ptaki swe trele,
liście pokryły przejrzyste perły rosy.
To wiosna nadeszła, pani zielona
w suknię kwiecistą odziana.
A zima już cichutko kona,
jej korona ze snów tkana.
Nie jej już prym wieść,
nie jej nad czasem panować.
Zima musi odejść
i białe swe suknie na dnie skrzyni schować.
A wiosna tymczasem roztacza swój blask
i budzi do życia stworzenie.
Pławi się w bezmiarze jej łask
przyroda, którą cieszy wiosny się zjawienie.
Na porannym, bezchmurnym niebie
pociętym skrzydłami jaskółek
złote słońce ciemność grzebie,
w jego cieple znajdź przyczółek.
Wiosenna noc zachwyca miliardami diamentów
migoczących w bezkresnym wszechświecie.
W nich możesz ujrzeć wieczności kilka fragmentów,
będąc w domu, na swej planecie.
Pierwszy kwiat wśród mizernych traw
jest prezentem od świata.
I nawet zarośnięty staw
świadczy, że wiosna to pani bogata.